Kontakt

SARS-CoV-2 na GPW, czyli powrót do notowań z 2003

Pół roku temu jeszcze nikt nie przejmował się nowym, tajemniczym wirusem terroryzującym chińskie miasto Wuhan. Życie toczyło się normalnym rytmem, ludzie chodzili do pracy, na uczelnie lub beztrosko wybierali się na narty by odpocząć od zgiełku codziennego życia. Tymczasem zmagania z nowym wirusem w jednym z chińskich miast przeradzały się w światową wojnę, która pochłonie ofiary na każdym polu. Panika wywołana SARS-CoV-2 wśród inwestorów na polskiej Giełdzie Papierów Wartościowych doprowadzi do spadków cen akcji na poziomy sprzed 17 lat.

Jak to się zaczęło…

Cofnijmy się w czasie do 21 lutego bieżącego roku. Jest piątek, wybija godzina 17:05 i całkiem zwyczajna sesja ostatecznie dobiega końca. Cenowy indeks WIG20 wynosi 2088,53 natomiast dochodowy WIG – 57.424,47, oba indeksy zanotowały tego dnia spadek odpowiednio o : 0,54%, 0,47% czyli standardowe, dzienne wahania kursu. Dwa dni później, tj. w niedzielę 23.02 świat obiegła wiadomość z Włoch o restrykcyjnych działaniach przeciwko wirusowi podejmowanych przez tamtejsze władze. Sytuacja zwłaszcza w północnych Włoszech nie napawała optymizmem, a właściwie wymykała się spod kontroli. Inwestorzy na GPW uzmysłowili sobie, że zagrożenie jest realne i nie znajduje się już 6500 km od ojczyzny. Wystąpienie SARS-CoV-2 w Polsce okazało się kwestią czasu, a jego skuteczność i zaraźliwość porażała nastroje społeczne. W poniedziałek, tj. 24.02 ruszyła krwisto-czerwona „lawina” a statek zwany GPW zaczął tonąć. Inwestorzy przekonani o nadchodzącej katastrofie zaczęli masowo wyprzedawać akcje. Tego dnia, indeksy WIG20 i WIG spadły odpowiednio o: 4,20%, 4,07%. Do akcjonariuszy sprzedających udziały z powodu obaw przed wirusem dołączają również ci, którzy przerazili się tak gwałtownym spadkiem. Następuje efekt śnieżnej kuli, spirala się nakręca. Ceny szybują w dół, aby zakończyć swój lot w czarny czwartek 12.03.2020 r. kiedy WIG20 zanotował rekordowy spadek w historii wynoszący 13,28% w ciągu jednej sesji. Ceny akcji 20 największych spółek straciły 13,28% na swojej wartości. Aby uświadomić sobie ogrom strat, można wziąć pod uwagę, że roczny zysk w wysokości 10% z tytułu sprzedaży akcji jednej ze spółek WIG20 należy uznać za całkiem solidny wynik. Tego dnia nastąpiła strata 13,28% w ciągu jednej sesji. Indeks WIG20 wynosił 1305,73 przebijając dno z 2009 roku (17.02.2009 – 1327,64). Od 21.02 do 12.03 ceny akcji 20 największych spółek spadły z 2088,53 na 1305,73 tracąc 37,48% na swojej wartości. Dochodowy indeks WIG w czarny czwartek spadł o 12,65% znajdując się na pułapie 37164,02 notując w tym samym okresie utratę 35,28% wartości z dnia 21.02. W przeciwieństwie jednak do WIG20, żadne dno z poprzednich lat nie zostało przebite. Dzięki temu, że indeks WIG bierze pod uwagę nie tylko ceny akcji, ale też wlicza dochody z tytułu ich posiadania (prawa poboru, dywidenda) oraz w jego skład wchodzi kilkaset spółek z polskiej giełdy, mozolnie zdołał się odbudować po kryzysie z 2008 roku spowodowanym upadkiem banku Lehman Brothers w USA. Proces ten trwał co prawda 10 lat, ale przynajmniej miał miejsce. Indeks cenowy WIG20 nigdy nie zdołał powrócić na szczyty z hossy w 2007 roku. Nie tylko dlatego, że jest to indeks cenowy. Należy pamiętać, że większość spółek w WIG20 to spółki państwowe w dużej mierze fatalnie zarządzane przez znajomych polityków i traktowane jak rządowe bankomaty (np. fuzja Orlenu z Energą). Nic dziwnego, że takie postępowanie przez rządzących spotyka się z brakiem zaufania ze strony inwestorów w wyniku czego ceny akcji nie rosną w górę.

Dlaczego inwestorzy tak późno zareagowali?

Nasuwa się pytanie, skoro wiadomości z Chin docierały do Polski dużo wcześniej, to dlaczego rynek nie zareagował szybciej? To prawda, że pierwsze wieści na temat SARS-CoV-2 pojawiały się już w grudniu/styczniu. Dane te jednak nie szokowały. Kilka tysięcy chorych na wielomilionowe miasto Wuhan? Skala zagrożenia nie wydawała się duża. Biorąc pod uwagę jeszcze dane historyczne, pandemię świńskiej grypy w latach 2009-2010 oraz epidemię Eboli w 2013-2016 dochodzimy do wniosku, że obie te epidemie nie miały znaczącego wpływu na ceny akcji w Polsce. Wkrótce jednak stało się jasne, że władze Chin nie są do końca szczere, a wirus tak naprawdę sieje spustoszenie, za równo w gospodarce jak i wśród zakażonych. Nie bez znaczenia jest też działanie mediów w Polsce, które z ogromną determinacją grały na społecznych nastrojach potęgując strach przed wirusem. Gwoździem do trumny była publiczna wypowiedź kanclerz Niemiec Angeli Merkel (10 marca br.) oznajmiająca, że 60-70% społeczeństwa w Niemczech zarazi się SARS-CoV-2. Te wszystkie czynniki sprawiły, że doszło do wybuchu paniki i masowej sprzedaży akcji.

Jak sytuacja wygląda dziś?

Jest sobota, 02.05.2020. Indeksy WIG20 oraz WIG odbiły nieco od dna, ale byłbym bardzo ostrożny z optymizmem (WIG20: 1648,68  WIG: 46117,00). Stan polskiej gospodarki stoi pod znakiem zapytania, a skala strat spowodowanych wirusem nie jest jeszcze do końca znana. Możemy jedynie spekulować, że tak zdeterminowany rajd po trupach do wyborów prezydenckich prezesa Kaczyńskiego oznacza najwyraźniej uzasadnione obawy przed utratą poparcia społecznego w najbliższym czasie co dobitnie świadczy o słabej kondycji rządowej kasy.    Na kryzysie najbardziej ucierpiała branża turystyczna oraz handel zagraniczny (zwłaszcza firmy sprowadzające towary z Chin). Dużo lepiej mają się spółki informatyczne dzięki rosnącemu w wyniku izolacji popytowi na gry komputerowe. Przykładowo, główny motor napędowy WIG20, czyli CD Project śrubował niedawno kolejne rekordy (374,00 zł za akcję). Na kryzysie urosły również ceny akcji spółek medycznych, trzeba jednak pamiętać, że jest to wzrost raczej chwilowy spowodowany nagłym zwiększeniem popytu na maseczki, płyny dezynfekujące, rękawiczki itd.

Cena ropy poniżej 0…

Pisząc artykuł o obecnej sytuacji na  GPW nie sposób poruszyć tematu ropy, której ceny w ostatnich dniach zelektryzowały opinię poduliczną. Warto sprecyzować, że cena fizycznej ropy nie spadła poniżej 0. Wartość ujemną zanotowały kontrakty terminowe na amerykańską ropę WTI. Inwestorzy decydując się na zakup kontraktu na tę ropę zobowiązują się do odebrania jej fizycznej dostawy w miesiącu wyznaczonym na kontrakcie. I w tym tkwi haczyk. Nie każdy gracz na giełdzie jest w stanie odebrać baryłki ropy i je przechować. Kontrakty terminowe do czasu ich wygaśnięcia można jednak odsprzedać innemu inwestorowi, który ma możliwości surowiec przetrzymać. W tym przypadku właściciele kontraktów terminowych wygasających 21 kwietnia 2020, którzy nie mogli przyjąć ropy na maj, za wszelką cenę (dosłownie) próbowali papiery sprzedać. Jako, że przechowywanie ropy kosztuje, część inwestorów wolała dopłacić byle pozbyć się kontraktu i właśnie w ten sposób doszło do spadku cen poniżej 0.

Co będzie dalej na GPW?

Bardzo dużo krótko terminowych inwestorów stało się długoterminowymi. Realistycznie patrząc powrót do normalności na GPW może zająć lata. Wszystko zależy w jakim kierunku potoczy się epidemia i jakie konkretnie przyniesie skutki gospodarcze. Duże znaczenie ma również polityka rządzących. Ta obecnie prowadzona, nie zachęca zagranicznych inwestorów do lokowania kapitału w naszym kraju, a brak inwestycji oznacza brak rozwoju. Z drugiej jednak strony czas bessy warto wykorzystać na poszukiwanie przyszłościowych spółek, których ceny akcji są w tym momencie znacznie poniżej realnej wartości. To właśnie przemyślane zakupy, gdy leje się krew są najszybszym sposobem na pomnożenie kapitału na giełdzie. Pod warunkiem, że krwotok ustanie, a byki w końcu zastąpią niedźwiedzie.

Jan Markuszewski

Źródła: forbes.pl, inwesting.pl, biznesradar.pl

Kontakt

kontakt@pbda.pl

+48616660425

Polityka prywatności
Copyright © 2020 PBDA Consulting